Johan Vardeux

Wywiad z Johanem Vardeux 

Dzień dobry Państwu, nazywam się Karolina Karpicka i będę dzisiaj przeprowadzać wywiad z Johanem Vardeux. Wywiad przeprowadzam przez telefon, ponieważ mój rozmówca chciał pozostać nierozpoznawalny. Rozmowa została przeze mnie spisana, zredagowana (dopiero uczę się przeprowadzania wywiadów, odpowiedniego reagowania na wypowiedzi oraz zadawania pytań) oraz uzyskała autoryzację Johana Vardeux. 

KK: W internecie można przeczytać różne artykuły na Pana temat. Czym tak naprawdę się Pan zajmuje?

JV: Zajmuję się sztuką, chociaż w dzisiejszych czasach nie da się jej jednoznacznie zdefiniować. Zazwyczaj maluję obrazy na podstawie tego, jak się czuję. Przybiera to różną formę – czasami jest to bardzo konkretny przedmiot, a innym razem zupełna abstrakcja i intuicyjne pociągnięcia pędzlem.

KK: Nie jest tajemnicą, że Pana obrazy pojawiają się na zagranicznych aukcjach i są sprzedawane za bardzo wysokie sumy. Jakie ma Pan do tego podejście?

JV:  Pieniądze są bardzo względne. Pamiętam, jak kiedyś na studiach pojechałem do Londynu do Muzeum Freuda i kupiłem reprodukcję słynnego obrazu jego pacjenta, Segeia Pankejeffa, za dwadzieścia funtów. To była dla mnie odczuwalna kwota. Kilka lat wcześniej pewnie nie byłoby mnie stać na taki zakup, a obecnie mam w domu dużo droższe obrazy. 

KK: Czyli uważa Pan, że nie ma rzeczy zbyt drogich?

JV: Uważam, że wszystko jest naprawdę względne, a obiektywne wycenianie sztuki jest czymś niemożliwym. Poza podstawowymi potrzebami ludzie dokonują zakupów ze względu na emocje. To, czym się otaczamy wpływa na nasze uczucia. Jedna rzecz porusza, inna inspiruje albo przypomina o przeszłości. Coś jeszcze innego sprawia, że czujemy się pewni siebie, jakbyśmy trzymali świat w garści lub po prostu czujemy się zrelaksowani. Jak można zatem oceniać: zakup sportowego samochodu, skoku ze spadochronem, masażu, pójścia do kina, kolacji w drogiej restauracji, miesięcznego urlopu na Malediwach czy kupna obrazu? Im dłużej pomyślisz nad zestawieniem różnych naszych wydatków, potrzeb i funkcji psychologicznej, jaką pełnią dane zakupy, tym bardziej wyda się niemożliwe myślenie o tym, czy coś jest tyle warte, czy nie. Bo co miałoby być kryterium i dlaczego akurat to?

KK: Dlaczego posługuje się Pan pseudonimem artystycznym? Nikt nie zna Pana prawdziwej tożsamości.

JV: A dlaczego miałby ją znać? Zawsze chciałem, żeby Johan był bezkształtny i bezosobowy. Moja postać nie jest w pełni tożsama z osobą, wypowiadającą te słowa. Johan Vardeux to sposób myślenia, widzenia i czucia. 

KK: W takim razie jaki to sposób myślenia?

JV: Przede wszystkim pełen akceptacji dla własnej twórczości i emocjonalności. Sztuka to z jednej strony odzwierciedlenie świata wewnętrznego i uczuć autora, a z drugiej zestaw umiejętności, które pozwalają na atrakcyjny akt twórczy. Problem polega na tym, że jesteśmy bardzo krytyczni wobec siebie. Często myślimy, że przykładowo stworzona przez nas postać musi charakteryzować się określonymi cechami – może być ,,za mało” albo ,,za bardzo” jakaś. Przecież to absurd, z którego musimy się wyzwolić. 

KK: Takie myślenie na pewno mogłoby pomóc młodym artystom. Słyszałam o Pana najnowszym projekcie Silent. Czy mógłby nam Pan powiedzieć coś więcej na jej temat? Dlaczego tematem przewodnim będzie cisza?

JV: Uwielbiam ciszę. Czasami nawet myślę, że może być uzależniająca. Cisza służy samopoznaniu i kreacji. Cisza oddaje naturalny stan równowagi wszechświata i oddziela ważne momenty. Cisza jest nieśmiertelna. Była na długo przed nami i będzie bardzo długo po nas. Tylko… coś nam w niej nie odpowiada. Próbujemy za wszelką cenę ją zagłuszyć, zastąpić własną obecnością, jakbyśmy się jej bali. Wystarczy tylko się zaprzyjaźnić, a wszystko stanie się inne, łatwiejsze i przyjemniejsze. O tym będzie mój najnowszy projekt. 

KK: W takim razie czekam z niecierpliwością i bardzo dziękuję za rozmowę.  


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *